niedziela, 26 grudnia 2010

środa, 15 grudnia 2010

Śnieg

Może i ciężko się jeździ (a nawet idzie pieszo - jak zwykle drogowcy się postarali), ale świat jest biały i piękny. Nie widac tak śmieci, błota, petów, psich gówien.

Zima przynosi oczyszczenie. Świat jest piękny. A ja nie jestem takim pesymistą, jak może się wydawać. I nikt nie musi tego czytać:)

Wesołych Świąt życzę już zawczasu




czwartek, 2 grudnia 2010

Prawda o gospodarce

Ok, 2girls1cup... to znaczy 2 posty w 1 dzień. Tym razem wkleję świetną wypowiedź użytkownika "buraczek256" z forum gazeta.pl. Facet mądrze prawi i na pewno nie jest burakiem:

Re: DGP: Biznes musi się przestawić na nowe tory

Autor: Gość: buraczek256 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.10, 11:42

Nie wiem skąd takie płytkie i miałkie analizy - piszę wyłącznie o biznesie, nie pokuszą się o analizę społecznych kosztów takiego stanu rzeczy ani nawet o realną prognozę skutków takiej struktury demograficznej dla polskiej gospodarki czy dla narodu.

Piszą: W związku z tym biznes w naszym kraju musi się przestawić na całkiem inne tory, gdyż nastąpi zmiana potrzeb rynkowych.

Powiedziałabym raczej, że biznes musi się zacząć ewakuować z Polski, bo nisko opłacani emeryci (dzisiejsze pokolenie lat 80) nie będą super siłą nabywczą - szanse przetrwać mają więc w Polsce jedynie sklepy z tanim żarciem (najlepiej przeterminowanym), dyskonty różnej maści, tanie odzieże, używane agd etc. Skoro
nie będzie miał kto kupować to i pewnie pracy dla tych nielicznych jak mniemam "singieli" nie będzie... Bo gdzie? Zastanawiam się jeszcze czy te singiele czasem nie będą mieszkać przy rodzicach, bo za osławioną średnią krajową mieszkania półki co nie kupią (no chyba że w końcu jak zaczniemy jeszcze bardziej jako naród wymierać to bańka nieruchomościowa w końcu pęknie). No i jeszcze kwestia tego, że ta osławiona średnią nie jest dostępna dla każdego. I tutaj zastanawia mnie jedno dlaczego nie stosuje ów wspanniały GUS średniej obciętej o 5czy 10 % najbardziej skrajnych zarobków? Czy dane na temat płac Polaków byłyby wówczas zbyt prawdziwe?

Deweloperzy zaczną stawiać na mieszkania mniejsze. To te mieszkania są niby teraz duże? Całe 30-40 m?
Najbardziej energicznie musi się na zmiany przygotować służba zdrowia, gdyż osoby starsze będą ważnymi klientami. Raczej osoby starsze staną się niepożądanymi klientami jeszcze bardziej - będą generować koszty. Służbę zdrowia może czekać zapaść. Za jakiś czas nie będą dziwić co rusz wychodzące afery z zaniechaniem leczenia schorowanych pacjentów, być może pojawi się jakaś wariacja w stylu afery łowców skór - starych ludzi w szpitalach będzie się dobijać by nie płacić za ich leczenie, dobijać w sposób prosty nie podając im leków np. lub dojdzie do wynaturzeń w stylu dawnego skandalu tzw. łowców skór. Niestety usługi zdrowotne dla starszych ludzi są kosztowne, a jak wiadomo służba zdrowia ciągle nie ma pieniędzy... Czy w starzejącym się biednym społeczeństwie nagle zacznie je mieć?

Prognozuję dla Polski: klęskę demograficzną i wymieranie narodu, zapaść zakładu ubezpieczeń zdrowotnych i służby zdrowia, krach systemu emerytalnego (bo kto będzie do kotła dokładał) kolejne fale emigracji, brak powrotów z emigracji (bo do czego wracać, do 1,500 na rękę?), drastyczny wzrost stopy samobójstw, wyludnianie się miast i być może co cieszy ogromny spadek cen na rynku nieruchomości... Być może naród się ocknie i kiedyś wyjdzie na ulice - stąd może zamieszki. Ogólnie bida z nędzą...

Taką przyszłość widzę pod rządami polityków większości opcji politycznych obecnych w sejmie.

Przysmaki z KFC

Nie chodzi o żarcie, ale o 4-5 typów których obserwowałem 3 tygodnie temu w KFC w Galerii Dominikańskiej. Obok siedzą dzieci, rodziny, młodziutkie dziewczyny, a tu wchodzą kafary 30-40 lat (jeden gdzieś koło 18tki), dżinsy, skórzane kurtki i po zamówieniu jedzenia od razu teksty, nie zwacając uwagi na nikogo-jak oni by wyruchali te gimnazjalistki, co siedzą w kącie restauracji; że pewnie im juz z p&* cieknie itd. Głośno i wyraźnie.


Czyżby początek żulerskiej 18tki, polączonej z późniejszą wizytą w agencji, aby 'młody" nauczył się "życia"?

niedziela, 28 listopada 2010

Kolejny dzień w kloace

Ok, nie ma jak rozpocząć poranek od bycia zwyzywanym przez kiboli-dresiarzy, którym nie podoba się to, że spokojnie pijesz herbatę w McDonaldsie na wrocławskim Rynku.
A te ich opowieści - jak ich kolega odrąbał głowę kotu, bo miał alergię na jego sierśc i kot wchodził do jego pokoju; to odgrażanie się i opowieści, czego nie zrobią obsłudze lokalu, z którego ich wyrzucono zeszłej nocy (przy okazji pozostawiając parę siniaków).

Niektórzy ludzie są wrzodem i utrapieniem dla innych. W Polsce taki wrzód ma się świetnie. Kluby kibica, bitwy, ustawki, rasizm - wszystko w imię tych dennych klubów, pełnych lokalnych pseudogwiazd, opłacanych zupełnie nieadekwatnie do swoich umiejętności. Jaki polski klub gra w Lidze Mistrzów? Ale warto się zabijać dla nich.

No i opowieść od faceta, który przyjechał nocnym z Gdańska. Okradziona dziewczyna, próba gwałtu na innej.

Powrót z Wrocławia,autobus z gasnącymi światłami z powodu zwarcia w instalacji tylnego ogrzewania. No i kierowca-dziadek, wyciągający komórkę zza zegarów podczas jazdy-normalnie wrażenia jak w Indiach.

sobota, 27 listopada 2010

Ukojenie w muzyce

Jedną z czynności, które pozwalają mi jakoś przetrwać w tej kloace, jest słuchanie muzyki. W sumie za najlepszą muzykę na soundtrack uważam ostatnio utwory Maxa Richtera. Ten kompozytor zachwyca.
Ok, najpierw The Nature Of Daylight, potem Infra 8. Ten drugi utwór słuchałem czytając opis pierwszej podróży Dagny Taggart linią Johna Galta.



czwartek, 18 listopada 2010

La Zona

Muszę w końcu ten film obejrzeć. O czym opowiada-wstępnie powie wam o tym filmweb czy jakieś inne stronki...

Ale właśnie, czy niedługo w Polsce dojdzie do czegoś takiego? Przecież już budują się u nas luksusowe dzielnice, osiedla, odgradzające się od pospólstwa-starych kamienic, blokowisk, gdzie mieszka biedota  i patologia.

Gorsze jest to, że w Polsce nawet uczciwy człowiek, ciężko pracujący, będzie mógł z trudem wykupić sobie klitkę w jakieś zapyziałej menelowni i męczyć się z ludźmi zdegenerowanymi, których państwo polskie rozpieszcza wręcz, fundując im zasiłki, pomoce, odchowując dzieci w domach dziecka itd.

Natomiast w osiedlach kolorowych, kiczowatych rezydencji będą mieszkać protestujący z powodu niskich pensji prokuratorzy, lekarze; przyznający sobie wysokie nagrody i odprawy politycy, szefowie wielkich firm...
Nie odsądzam tych ludzi od czci i wiary-prawnik, lekarz, polityk (ale dobry i odpowiedzialny) powinien zarabiać i mieć status w społeczeństwie-inaczej te grupy uległyby totalnej degradacji, co stało się np. z nauczycielami.
Jednak protesty w przypadku pensji powyżej 5 tys. zł uważam za zuchwałość. Ludzie kochani, wielu Polaków marzy o takiej pensji. Panuje drożyzna, za granicą często bywa taniej. Kiedyś Niemcy przyjeżdżali po zakupy do Polski, teraz Polacy jeżdżą do Niemiec po materiały budowlane, kosmetyki, ubrania czy elektronikę.
Na prowincji ludzie pracują za 1500 zł i wykonują nierzadko b. odpowiedzialną pracę. Wymaga się od nich studiów, dokształcania itp. Za to mogą sobie pomieszkać z rodzicami,a z pensji nie utrzymają samych siebie.
Koledzy z USA śmieją się, jak my możemy mając dwadzieścia kilka lat mieszkać nadal z rodzicami... Koleżanka otrzymała ostatnio propozycję stażu na AM we Wrocławiu za 700 zł. Jak zrobi doktorat, otrzyma 1500 zł. Wizytujący uczeni z zagranicy są w szoku widząc, że polski naukowiec zarabia ok. 400 euro. Doprowadza to powoli do fali przestępczości i przemocy. W mojej okolicy kwitnie przemyt, handel lewym tytoniem, alkoholem i dragami. Ludzie żyją z dnia na dzień-od pijaństwa do pijaństwa i staczaja się. Chłopaki dwudziestoletnie zaliczają odwyki. Nie ma co, niedługo nie trzeba będzie jechać do Rio na karnawał-brazylijskie klimaty nędzy i przemocy z faveli pojawią się i u nas.

piątek, 12 listopada 2010

Wypowiedź na medal

Gdzieś na jednym z ogólnopolskich forów wypowiedział się pewien człowiek. Cytuję jego słowa, bo dużo w nich prawdy o syfie:


"Okolo 20 lat temu "obalono" w Polsce komunizm... Obalono tak skutecznie, że żadnemu z czerwonych nie spadł nawet włos z głowy, czołowi komuniści stali się nagle socjaldemokratami, trockiści przeobrazili się w działaczy społecznych, reżyserzy, którzy udowadniali, dlaczego AKowcy byli straconym pokoleniem, w opozycyjnych intelektualistów, PRLowscy prawnicy, stali się konstytucjonalistami,członkowie ZMS,PZPR, UBecy i kapusie - stali się kapitalistami pełną gębą i ludźmi roku Forbesa. A robotnicza hołota przemieniła się w robotniczą bezrobotną hołotę. Przemiana wody w wino jawi się na tym tle jako kuglarska sztuczka. Mieliśmy szansę zaobserwować, jak to można w naszym demokratycznym państwie prawa bezkarnie zastrzelić generała policji i jak do tej pory nie udało się ustalić mocodawców. Mogliśmy zaobserwować, jak po kolei są umarzane wszelkie procesy w sprawach gospodarczych, gdzie Polskę okradano na miliardy dolarów. Jak rozpadały się samochody inspektorów NIKu, jak odwoływano kolejnych sędziów, jak ginęli świadkowie. Zaprawdę, polscy autorzy książek sensacyjnych powinni zostać uznani za grupę zawodową, którą dotknęło strukturalne bezrobocie - jak tu cokolwiek sprzedać w takich warunkach? Jak miałaby sobie poradzić Agatha Christie ze swoim Orientexpressem, kiedy w polskich więzieniach "wiesza się" trzech kolejnych światów w sprawie Olewnika ? Dzisiaj taki Lem ze swoją wirtualną rzeczywistością, lub iluzjami wywołanymi chemicznymi substancjami z "Kongresu futurologicznego" miałby miażdżącą konkurencję ze strony miłościwie nam panującego (Pijarującego, jak kto woli) premiera Tuska i sztabu jego socjotechników oraz szpeniów od marketingu politycznego, którzy co dzień fundują nam taką matrixową rzeczywistość, że firmy informatyczne powinny podkupować od nich licencje i wdrażać, wdrażać, wdrażać. Natomiast od pamiętnego kwietnia dosłownie czuję, że jestem naocznym świadkiem, jak Wielka Historia wylewa (nomen omen) ze swoich utartych od kilkunastu lat szlaków, zatacza koło i miażdży niepokornych i pechowców. Miażdży na śmietniku smoleńskiego lotniska. Widzimy, jak po tej miazdze "nasz rząd" jest w zasadzie ekspozyturą woli Rosji i Niemiec. Widzimy jak coraz bardziej uzależniamy się od rosyjskiego gazu, że nawet KE nie może tego przemilczeć i broni polskiego społeczeństwa przed Polskim rządem. widzimy jak możni Unii Europejskiej świetnie dogaduje się z Rosją naszym kosztem (Nord Stream, helikopterowce), być może niedługo uzależnimy się w kwestii energii atomowej (najnowsza rosyjska propozycja). Widzimy jak "nasze elity intelektualne" wypisują wazeliniarskie i wiernopoddańcze odezwy do bratniej potęgi i mamy deja vu - ja już to widziałem! I nawet w tej samej aktorskiej obsadzie! Widzimy rosnącą potęgę Chin, obudowanie imperium przez Rosję rywalizującej z chinami, widzimy wycofanie się USA z obecności w Europie i chyba z kapitalizmu - przynajmniej na razie. Co dalej ?"

W moim miasteczku na stanowiskach i w szkołach ponad połowa to byli "partyjni". Nawet w kościele się udzielają. A ksiądz ich przyjmuje. Przecież to sponsorzy. "Może to i skurwysyny, ale to nasze skurwysyny"-przychodzi na myśl tylko parafraza słów Trumana o dyktatorze Dominikany.

Dziwicie się, że stalowe zastepy SS i Wehrmachtu w latach 1939-1945 chcialy wyniszczyć to gnojowisko? To bagno pełne sprzedawczyków i zdrajców, których zawsze pelno było w naszej historii. Tę anarchię, cwaniactwo, narodowy alkoholizm i obłudę?

Dlaczego powrót do Polski kojarzy mi się z uczuciem, jakby ktoś wylał na mnie beczkę gówna? Kocham Polskę i chciałbym coś zrobić dla tego kraju. Jestem jednak bezsilny patrząc na kolejne fale zgnilizny i upadku moralnego i gospodarczego.


Ten utwór wyraża mój nastrój w tej chwili

wtorek, 24 sierpnia 2010

Uprzywilejowani, czyli nowa polska szlachta

Nie jest w Polsce niczym nowym, że są u nas równi i równiejsi. Wymieńmy więc grupy zawodowe i społeczne tworzące nasze elity.

1. Lekarze. Płaczą, że mało zarabiają, a ja znam jeden przypadek lekarza mieszkającego w bloku. Wkrótce to i tak się zmieni - osoba ta planuje budowę willi. Apartamenty, wille, wczasy za granicą - tak wygląda życie lekarza. Dobry kontrakt, gabinet prywatny i jeździ się bmw x6 albo mercedesem g-klasą. W małym mieście nikt doktorowi nie podskoczy-bo jak krewny zachoruje, to pan doktor sobie przypomni. Klany rodzinne w szpitalach, ośrodkach i na uczelniach medycznych. Niewielka odpowiedzialność-sąd koleżeński wybroni. Na Boga, niech zarabiają dobrze za te lata kształcenia się i ciężką pracę, ale czasami mam dość ich hipokryzji.

2. Mundurowi. Nepotyzm w najczystszej postaci. Możesz spełniać warunki, mieć wykształcenie ale i tak do pracy w Policji czy Służbie Więziennej trafi siostrzeniec, bratanek czy inny pociotek kogoś z pracujących. Może nie mieć matury, w przeszłości żył z dilerki (znam taki przypadek) ale będzie paradował w mundurze i przejdzie na wcześniejszą emeryturę.

3. Dawna partyjna nomenklatura: esbeki, działacze, sekretarze, członkowie PZPR. Uwłaszczyli się na majątku państwowym. Teraz są szanowanymi biznesmenami, emerytowanymi nauczycielami itp. Mają świetne emerytury i układy. Nadal zarażają młodych nepotyzmem, kumoterstwem, cwaniactwem. Dlaczego nie postąpiono z nimi jak w Czechach czy byłej NRD?

4. Rolnicy. Dopłaty, KRUS (i można prowadzić działalność-płaćcie, miastowe ćwoki), ew. sprzedaż ziemi na działki budowlane. Pomoc w szkołach i na uczelniach-wieś jest przecież biedna:) Bieda na wsi to teraz chyba tylko z wyboru i lenistwa.

5. Politycy-wiadomo.

6. Kiedyś także i nauczyciele-teraz jednak są znienawidzoną i pogardzaną grupą, także przez rządzących. PO zapłaci za poparcie-dodatkowymi godzinami pracy, hłe hłe:)

7. Kler. Wpływ na ludzi, zwrot majątku, nieopodatkowani.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Bogatynia pływa

Na NieZdolnym do niczego Śląsku pojawia się to co kilka lat - obfite deszcze (wystarczy kilka godzin, bo to faktycznie tereny górskie) i po ulicach można poruszać się kajakiem. Ile to już lat trwa? Nikt z rządzących nie pokwapił się do zadbania o zabezpieczenia przed powodzią. Rzeki nieuregulowane, zaniedbane melioracje i wały, pazerni deweloperzy budują osiedla na terenach zalewowych i wciskają te domki naiwniakom po cenach zaiste europejskich.

Nikogo nie obchodzi, co się dzieje - dopóki woda nie zabierze domku i autka, nie potopi piesków i kurek.

No i zaczyna się wtedy płacz o pomoc państwa, bo nikt nie pomyślał o ubezpieczeniu - które zresztą niełatwo dostać i nie gwarantuje ci odszkodowania.



Ciekaw jestem, gdzie te pieniądze na zabezpieczenie przed powodzią? Być może ktos postawił już sobie za nie obrzydliwą, kiczowatą willę (tzw. gargamela).

wtorek, 20 lipca 2010

Wyborcza kasa dla nauczycieli

Polacy uwielbiają dowalić nauczycielom.

Nie ma co, fajnie teraz zgnoić tych dupków, którzy zmuszali typowego Polaczka do nauki. Jeśli obywatel jest kiepsko wykształcony, drze mordę - z zazdrości, bo siedzi na zasiłku lub zarabia najniższą krajową; ewentualnie z satysfakcji, że jako mundurowy, budowlaniec, stolarz czy inny fachowiec więcej zarabia. Ci dobrze wykształceni traktują nauczycieli też nie lepiej - przecież co taki nauczyciel potrafi? Ja jestem lekarzem, architektem czy innym specjalistą, a nauczyciel to nieudacznik. Czy rządzący mają rację, że nauczyciele dostaną tę parę groszy? Czy nauczyciel to taka szmata?
Prawda jest pośrodku. Najpierw minusy: Nauczyciele to grupa wyjątkowo rozwydrzona. Poplecznicy komuny, nierzadko byli partyjniacy i mundurowi. Pełno ich w polityce lokalnej i na najwyższym szczeblu - jak rządzą i dbają, to odczuwamy na każdym kroku. Gnębienie uczniów, słaba wiedza, ludzie po niepopularnych kierunkach, bo nie dostali się np. na prawo czy medycynę. Zawód sfeminizowany - praca dla żon bogatych mężów. Gnojeni wybitni nauczyciele, dostać się do pracy - tylko po rodzinie czy po znajomości.
Ale dlaczego tak jest? Sami do tego dopuściliśmy - stosując komunistyczną zasadę "mało płacimy, mało wymagamy". Ambitny człowiek nie chce zostać nauczycielem - mężczyzna nie utrzyma z tego rodziny. Trzeba kombinować, uwalać uczniów, łapać nadgodziny, wymuszać korepetycje, zaangażować się w politykę - aby zarobić. Upolitycznienie zawodu, niemozność wyrażenia własnej opinii. Nerwy i stres. Rozwydrzona młodzież, która z Zachodu przejęła najgorsze wzorce. Praca wyczerpująca, za stosunkowo niewielkie zarobki. Obciążenie obowiązkami - latanie po prokuratorach, papierologia, bzdurne kursy dokształcające. Mam w rodzinie nauczycieli- babkę i ciotkę. Ciotka zaliczyła psychiatryk, jest na rencie. Babkę niedługo oddamy do szpitala psychiatrycznego - nerwy, wrzaski, traktowanie bliskich jak uczniów, agresja - sam widzę, jak ta praca zniszczyła je obie. Moi byli nauczyciele mają podobne problemy - teraz to ludzie niezwykle nerwowi, trudno z nimi wytrzymać.
Wiecie, że w agencjach matrymonialnych mężczyźni i kobiety proszą specjalnie, aby w ofertach pomijać ludzi pracujących jako nauczyciele? Ta praca straszliwie niszczy psychikę. To nie produkcja samochodów czy budowanie domów- to codzienna praca z ludźmi, podobnie jak lekarz czy prawnik. W przeciwieństwie do lekarzy i prawników, moi znajomi nauczyciele żyją bardzo skromnie, jeżdzą starymi samochodami, mieszkają w blokach. Pozbawić nauczycieli przywilejów, wprowadzić za to wysokie pensje. Porządna praca za porządną płacę. Zawód oczyści się z nierobów i nieudaczników.

Pozdrawiam serdecznie - zwłaszcza nauczycieli, tych z pasją.

sobota, 3 lipca 2010

Drogowe buractwo

Umiłowani czytelnicy!
Tym razem pojadę po kierowcach. Prawie wszystko, co tu opisuję, wydarzyło się naprawdę.
Początek maja. Odwiozłem z kuzynem chorą osobę do szpitala w Bogatyni. W obie strony jedziemy skrótem przez Czechy (Frydlant), gdzie witają nas spokojni, uśmiechnięci ludzie, rozsądnie jadący kierowcy (nie na polskich numerach), widok zadbanych tamtejszych pgr-ów (które nadal skutecznie funkcjonują), działające fabryki (w których pracują Polacy, bo najpierw sami rozpieprzyli swoje własne fabryki na Dolnym Śląsku - co się stało np. z ZNTK w Lubaniu) oraz w miarę utrzymane drogi i infrastruktura. Niestety, już po przekroczeniu Polskiej granicy (pozornie niewidzialnej) wiesz, że jesteś w syfie. Zrujnowane wioski, dziurawe drogi, buraki na drodze. Jakiś debil w ciężarówce wyjechał do połowy drogi, zostawiając jeden pas wolny. Pomyślał, po nagłym olśnieniu, że trzeba wypełnić kartę. Najlepiej się to robi, wyjechawszy do połowy na ruchliwą drogę.
2 tygodnie później. Wracając po odwiedzinach, znowu jedziemy przez Czechy i zastanawiamy się, dlaczego oni spędzają weekend na świeżym powietrzu przed swoimi domkami a Polak tymczasem siedzi w robocie za całe 1500 zł, pracując na lokalnego "byznesmena" aby ten mógł kupić swojej rozpieszczonej córeczce nowy samochód na 18tkę. Biznesmen, o komunistycznej przeszłości (ale co niedzielę widzę go w kościółku - szamana trzeba odwiedzić) nigdy nie ma na podwyżki i pensje wypłaca w ratach. Nie przeszkadza mu to wybudować willę 400m2 na przedmieściach i jeździć bmwx6. Po przekroczeniu granicy w Miłoszowie i minięciu pierdziszewa zwanego Leśną, gwałtowne hamowanie, bo z naprzeciwka, grubo ponad 100 km/h w strefie zabudowanej, szarżuje środkiem jezdni bus. Gdyby kuzyn nie wyhamował, prawdopodobnie tamtego wieczoru wierzerzalibyśmy w Hadesie.
Następne 2 tygodnie później. Powrót ze szpitala. Tym razem wiezie nas kolega. Jedzie trasą przez Zgorzelec. Przez całą drogę obserwujemy wyprzedzanie na trzeciego, przekraczanie prędkości w terenie zabudowanym. Jako smakowite podsumowanie - prawdopodobnie nieźle naprutego wsiuna w starym escorcie, który wynurzył się z wiejskiej drogi i jechał zygzakiem, środkiem jezdni.
A potem płacz i ryk na pogrzebie. Zaszczane oczy wieśniar, które tolerowały, że synek, mężulek, tato czy gach siada po małym piwku za kółko. Pożegnanie ukochanego męża, synalka, chłopaka czy kolegi, bo zawinął się wokół drzewa jadąc swoim pospawanym bolidem. Aspirujemy do Europy Zachodniej, ale obyczaje za kółkiem mamy jak w krajach dawnego ZSRR.