Znaleziony w głębinach internetu bardzo ciekawy tekst. Szacunek dla anonimowego autora.
Żyję w oparach teorii, która każe mi myśleć, że społeczeństwa zachodnioeuropejskie które uniknęły wywrócenia struktury społecznej na drugą stronę tak jak my po 1945, mają w sobie więcej pierwiastka bezinteresownej dbałości o własne społeczeństwo. Ludźmi od polityków po drobnych przedsiębiorców będą kierowały zarówno pobudki czysto ekonomiczne, ale i też poczucie wspólnoty.
Polskim politykom tego brakuje, jak zauważyłeś na naszym poletku głównie każdy chce się nachapać, panuje korupcja, układy. Nie tylko polityków - tak jest, gdzie byś się nie obejrzał. To mniej dziwi, kiedy uświadomisz sobie, że inteligencja wyemigrowała albo padła ofiarą dosłownej eksterminacji fizycznej i intelektualnej w okresie 1939-1956. Miejsce dawnych elit zajęli głównie postchłopi, ludzie o mocnej mentalności zbierackiej i czysto materialistycznym podejściu do życia. Był taki obrazek, który klasyfikował różne narody na osi "survival values" kontra "self-expression values", czyli przeciwstawiał sobie wszystko, do czego Polaków przyuczyło chłopskie pochodzenie i potem komunizm - byle do jutra, czy się stoi, czy się leży, nie warto pracować bo jest nad nami bat pana/ruska kontrola, słabe rozporządzanie pieniędzmi (słynne elity finansowe po 1989 i ich ultracebulackie dworki kapiące złotem i tandetą - to się bierze dokładnie z tego samego) wartościom, które były akcentowane i eksponowane w społeczeństwach, które uniknęły historyczno-politycznych losów Polski przez jakieś ostatnie 300 lat.
Nie muszę chyba wspominać, że Polska została umiejscowiona jako kraj mocno "survivalowy". Współczesnym Polakom brakuje po prostu tej mentalności, to jeszcze nie ten etap rozwoju mentalnego. Socjalizm skoszarował chłopów w metropoliach, dał im dobra których nigdy wcześniej nie widzieli, wyposażył ich w jakieś podstawy mentalne. Gdy upadł w 1989, Polacy nadal w przeciwieństwie do reszty Europy byli wybiedzeni, dlatego dostali nową błyskotkę w postaci kapitalizmu. Na razie mamy umowy śmieciowe, upierdalanie palców w lesie ludziom upominającym się o wypłatę pensji, na rynku pracy to samo, postchłopskie kumoterstwo które każe zatrudniać własne rodziny albo ludzi z kontaktami. W TOP 10 najbogatszych Polaków znajduje się kupa prostych ludzi po budowlankach, którzy dorobili się głównie na przejmowaniu za bezcen państwowego mienia.
Jakie to są gówna finansowe, skoro w głowie dalej mają drobnego cwaniaczka? Ile czasu zajmie nam, żeby wykształcić sobie gówna, które będą jednocześnie elitami finansowymi i intelektualnymi tak, jak ma to miejsce np. w Stanach? W Ameryce jeśli ktoś ma kasę, inwestuje w przyszłe pokolenia, wysyła ich na Harvard albo MIT. Tutaj panuje czysto chłopskie "tu i teraz" - kupić Karynce dyplom socjologii na Wyższej Szkole Garncarstwa i Pierdów, przecież i tak dostanie posadę u nas w firmie. Za 20-30 lat firmy "rodzinne" będą nosić tylko nazwiska założycieli, a będą nimi zarządzać dynamiczni finansiści albo o ambitni Ukraińcy lub imigranci z Azji.
Czy po tym wszystkim można się dziwić, jak wygląda polityka w tym kraju i dlaczego każdemu obywatelowi serwuje się życie w wiecznym "survivalu", a wszelka "self-expression" jest albo zasypywana szambem i gównem przez mentalnych mirasów jako 'hurr, takie dynamiczne, takie zachodnie i liberalne', a miarą tego jakim jesteś człowiekiem w tym kraju jest to, że po dwóch kierunkach możesz wykładać seler w markecie albo jeżeli ktoś pierdolnie cię samochodem po pijaku i zdechniesz, a ma plecy, nikt nie upomni się o sprawiedliwość dla ciebie i twojej rodziny. Ot, self-expression. Tyle jesteś wart w tym bagnie. Trudno na takich fundamentach budować jakiekolwiek społeczeństwo noszące znamiona "zdrowego".
Najgorsze, że nie mamy już czasu żeby to podciągnąć. Kto ma trochę oleju w głowie, wypierdala stąd. Na razie wszystko chyli się ku temu, że Polska nie ruszy się z tego gówna przez czystą demografię, bo nie będzie rok do pracy.
Koniec cytatu.
Obecnie jestem po dłuższym okresie bezrobocia, który próbowałem przerwać aplikacjami na studia doktoranckie. Ale bum, brak miejsc ze stypendiami. A do pracy pójść nie wolno, bo "praca naukowa" ma być odrabiana.
No dobrze. Niestety za granicą trudno mi znaleźć cokolwiek w podobnej działce, którą się zajmowałem. Dziedzina jest rzadka, bardzo rzadka. W Polsce mamy istotne osiągnięcia, w skali światowej.
Nie jesteśmy więc do końca takim gównem.
Teraz zamierzam iść dalej wykładać seler czy co tam innego i sobie spokojnie wegetować. Ze względów zdrowotno-rodzinnych (pożar) nie mogę nigdzie pojechać.
Aczkolwiek znajomym zza granicy w głowie się nie mieści, że można pracować za 300 euro czy usd i mieszkać z rodzicami będac niedaleko 30tki. Ano, można.
sobota, 12 października 2013
wtorek, 30 kwietnia 2013
Chory
Chory jestem; już kolejna erupcja bolesnego, piekącego kaszlu, kataru i osłabienia/potów. To trwa już 5 tydzień. Nie polecam. Wyniki mam dobre, a czuję się kiepsko. Przynajmniej odpocząłem od pracy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)