Ok, nie ma jak rozpocząć poranek od bycia zwyzywanym przez kiboli-dresiarzy, którym nie podoba się to, że spokojnie pijesz herbatę w McDonaldsie na wrocławskim Rynku.
A te ich opowieści - jak ich kolega odrąbał głowę kotu, bo miał alergię na jego sierśc i kot wchodził do jego pokoju; to odgrażanie się i opowieści, czego nie zrobią obsłudze lokalu, z którego ich wyrzucono zeszłej nocy (przy okazji pozostawiając parę siniaków).
Niektórzy ludzie są wrzodem i utrapieniem dla innych. W Polsce taki wrzód ma się świetnie. Kluby kibica, bitwy, ustawki, rasizm - wszystko w imię tych dennych klubów, pełnych lokalnych pseudogwiazd, opłacanych zupełnie nieadekwatnie do swoich umiejętności. Jaki polski klub gra w Lidze Mistrzów? Ale warto się zabijać dla nich.
No i opowieść od faceta, który przyjechał nocnym z Gdańska. Okradziona dziewczyna, próba gwałtu na innej.
Powrót z Wrocławia,autobus z gasnącymi światłami z powodu zwarcia w instalacji tylnego ogrzewania. No i kierowca-dziadek, wyciągający komórkę zza zegarów podczas jazdy-normalnie wrażenia jak w Indiach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz