Dobija mnie smutek i samotność. W kraju syf i kurestwo, świat na krawędzi bankructwa, a ja nie mam nawet z kim pogadać.
Każdy ma swoje sprawy, studia się kończą, a na studiach to miałem mnóstwo znajomych, a przyjaciół, takich na wspólne wyjścia, imprezy to żadnych.
Ciekaw jestem, czy dziewczyna, którą tyle lat nieszczęśliwie kochałem, wyszła już za mąż za swojego frajera?
Gdyby nie rodzice i brat, którym sprawiłoby to ogromną przykrość, już dawno wyleczyłbym się pigułką doustną z pistoletu makarov.
Jestem tym wszystkim straszliwie zmęczony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz