środa, 19 października 2011

Magazynier i wybory

Zaraz będzie 4 tygodnie jak obroniłem ten tytuł magazyniera. Z powodu różnorakich zawirowań i papierologii stosowanej w dziekanacie z opoźnieniem odbieram zaświadczenie o o ukończeniu studiów oraz dyplom.

Którym można sobie tyłek wytrzeć.

Pogoda szara i beznadziejna, wybory utrwaliły postępującą zgniliznę moralną i obyczajową w tym nędznym kraiku, który, dzięki postepującej wyprzedaży majątku narodowego, coraz bardziej staje się jedynie nazwą na mapie Europy.

Poznana przesympatyczna dziewczyna w internecie, która parę tygodni później zakochuje się z wzajemnością w innym. To już nie pierwsza taka sytuacja w moim życiu i traktuję to z uśmiechem. Jestem talizmanem, przynosicielem szczęścia, świetnym swatem. Najlepszym przyjacielem.

Poznaj mnie, a znajdziesz miłość swego życia. Szkoda, że mi osobiście jakoś ten dar nie pomógł. I mogę tylko patrzeć się na szczęście innych. Chyba jedyna partia, na jaką mogę teraz liczyć, to husky mojego sąsiada. Przynajmniej ona ma piękne niebieskie oczy:/ Tak twierdzi mój ojciec, prawdziwy Książe Sarkazmu.

Ale nieważne. Trzeba znaleźć pracę. I to szybko. I jak widzę, jak w czasie jazdy kierowca ciężarówki pisze esemesa i je bułkę, równocześnie prowadząc na skrzyżowaniu, zastanawiam się - czy to jakiś geniusz? sawant? czy po prostu zwykły bezmyślny Polaczek na drodze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz